Tuesday, May 4, 2021
Strona główna Autorzy Posty przez Joanna Dyl

Joanna Dyl

Joanna Dyl
18 POSTY 0 KOMENTARZE

Miłość nie zna granic, czyli o związkach polsko-kanadyjskich

Miłość to największa siła. Poddani jej magicznemu działaniu często zmieniamy swoje otoczenie, przyzwyczajenia a może nawet i światopogląd. Mówią, że miłość nie zna granic. Czasami poznajemy kogoś i wiemy, że to jest ta osoba, z którą nadajemy na tej samej fali, z którą chcemy spędzić resztę życia. Wielu Polek i Polaków poznało na emigracji kogoś, kto zawładnął ich sercem, często wbrew ich wyobrażeniom o tradycyjnym polskim związku, polskim weselu, polskim domu. Związki polsko-kanadyjskie, bo tutaj o nich mowa, to nieodłączny element mozaiki Polonii w Edmonton.

Miłość międzynarodowa może dla niektórych wydawać się atrakcyjna czy też egzotyczna, są też tacy dla których jest to nieomal temat tabu. Pomimo zróżnicowanej opinii, związki z cudzoziemcami są jednakże bardzo interesujące. Poznajemy inny styl życia, inne poglądy, mentalność, próbujemy nowych potraw. Często podróżujemy do nieznanych miejsc i zawieramy nowe znajomości i przyjaźnie. Jednym słowem bawimy się dobrze. Często jednak sprawy, które dla nas wydają się oczywiste, dla Kanadyjczyków są czarną magią i vice versa. Różnice w obchodzeniu świąt, inne tradycje, różnice w wychowaniu dzieci i inny system wartości to tylko kilka z wielu gorących tematów spornych. Tak jak w każdym związku często bywa, różnice, które czasem nas przyciągają, mogą stać się na dłuższą metę uciążliwe a czasem wręcz doprowadzać do konfliktów.

Kluczem jest otwartość na to wszystko, co jest szczególnie ważne dla naszej ukochanej osoby. To nie znaczy oczywiście, że powinniśmy się na wszystko zgadzać i zmienić się nie do poznania, ale czasem warto jest wyjść poza swój sposób myślenia i zauważyć pozytywne strony tej inności. Niezwykle istotna jest komunikacja naszych potrzeb i odczuć, stonowanie wrodzonej upartości oraz wybaczanie sobie codziennie.

Joanna Dyl – Polonia Edmonton News

Czy związałbyś/związałabyś się z osobą innej narodowości?

Nostalgiczna strona świąt na emigracji

Co roku, kiedy zbliżają się święta, wielu z nas odczuwa to samo palące uczucie w sercu. To uczucie często nie pozwala nam zasnąć, to uczucie, które kiełkuje cały rok, cichutko, sekretnie, skutecznie zagłuszane każdego dnia.

W czasie świąt wychodzi ono jednak podstępnie, nachalnie, w całej swej mocy. To uczucie zna każdy emigrant, który w ojczyźnie zostawił rodziców, współmałżonków, dzieci, przyjaciół, kolegów z pracy, zwierzęta, to uczucie nieopanowanej tęsknoty.

Często jesteśmy w stanie wybrać się na święta do Polski, jednak dla większości z nas nie jest to zawsze możliwe. Koszt podróży w okresie świąt potrafi rozbić niejedną skarbonkę, wielokrotnie mamy zobowiązania rodzinne lub zawodowe, które nie pozwalają nam na wyjazd. Pozostają więc listy i paczki, rozmowy telefoniczne, Skype lub e-mail. W ostatnich latach technologiczny postęp bardzo ułatwił nam kontakty z bliskimi. Każdy, kto doświadczył rozłąki wie jednak, że nawet najdłuższa rozmowa czy też wideo czat nie jest w stanie zastąpić serdecznego uścisku, gorących pocałunków, radosnych pogawędek twarzą w twarz, żartów, przekomarzań czy też naszego magicznego momentu przełamania się opłatkiem.

Gdy tęsknota wydaje się nie do zniesienia, nasza pamięć niejednokrotnie zaczyna idealizować obrazy z przeszłości. I nagle, jakby ja użyciem czarodziejskiej różdżki, wiele tradycji czy też obyczajów które kiedyś uważaliśmy za trywialne, śmieszne czy irytujące, wszystkie nieperfekcyjne wigilie spędzone przed wyjazdem, dziś zlewają się w jeden obraz sielanki. Kłótnie w trakcie przygotowań i porządków, te same opłatkowe życzenia dobrych wyników w nauce i szybkiego zamążpójścia, tak samo unikane pocałunki i uściski od niezliczonych cioć, te same fałszowane kolędy i choinki z czekoladą, ten sam zapach pomarańczy zmieszany z zapachem wypastowanej podłogi; wszystko to nagle wydaje nam się najpiękniejsze na świecie.

Święta to czas bliskości i tego uczucia często brakuje nam w naszej nowej ojczyźnie. Chociaż wielu z nas pozakładało już swoje własne rodziny albo udało się sprowadzić resztę rodziny to jednak zawsze pozostaje tęsknota za resztą rodziny, bliższymi czy dalszymi przyjaciółmi, za naszymi stronami, tradycjami, za tym co było.

Święta Bożego Narodzenia to najpiękniejsze święta w roku, ale każdy Polak zgodzi się chyba ze mną, że nigdzie nie ma takiego piękna, takiej prostoty a zarazem rzewności w przeżywaniu świąt i takiej magicznej atmosfery jak święta spędzone w Polsce. Z całego serca życzę wszystkim Polakom w Kanadzie tej magii, tej radości i tego uniesienia, a przede wszystkim jak najlepszego radzenia sobie z naszą tęsknotą i jak najczęstszych kontaktów z bliskimi.

Joanna Dyl – Polonia Edmonton News

Edukacja w dobie pandemii w sobotniej szkole im. Henryka Sienkiewicza w Edmonton

Edukacja w dobie pandemii
Edukacja w dobie pandemii

Na świecie trwa izolacja społeczeństwa spowodowana zaskakującym atakiem wirusa. Zamknięte są miejsca, które stanowią znaczącą część naszego normalnego życia: zakłady pracy, restauracje, kościoły, muzea, kina, no i przede wszystkim szkoły. Nowa “normalność” pozostawiła najmłodszą część społeczeństwa bez możliwości uczęszczania do codziennych placówek nauczania.

Z dnia na dzień, dzieci zostały poinformowane, że nie zobaczą już w tym roku swoich nauczycieli i wychowawców, nie pobawią się już z kolegami i nie pojadą na zaplanowane wycieczki. Młodzież nie jest jednak pozostawiona sama sobie i ekranom, a nowa rzeczywistość przyniosła nowe rozwiązania w postaci nauczania zdalnego. Program musi być zrealizowany, aby uczniowie nie mieli zaległości i mogli odnaleźć się bez problemu w nowych klasach, gdy sytuacja wróci do normy. Nauczyciele mają nie lada zadanie do wykonania. Nie tylko muszą sami odnaleźć się w nowej rzeczywistości, gdzie osobisty kontakt z uczniem jest niemożliwy, lecz również muszą oni poradzić sobie z własnymi uczuciami niepewności i tęsknoty za swoimi podopiecznymi. Na dodatek, muszą oni opracować plany zajęć w taki sposób, aby lekcje były przystępne i zrozumiałe, jak również i ciekawe dla dzieci. Wiele dzieci doświadcza teraz stresu i zdalne nauczanie, może przyczynić się do wywoływania uczuć niepokoju wśród najmłodszych. Trudnością jest zmaganie się z faktem, że każda rodzina została w jakiś sposób doświadczona przez wirusa, i nie każdy rodzic ma czas i energię na spędzanie dodatkowego czasu na naukę z dziećmi. Bez ścisłej współpracy z rodzicami nauka byłaby jednak niemożliwa. To rodzice koordynują czasem dziecka, dbają o jego potrzeby, motywują do nauki i tłumaczą niezrozumiałe tematy. Dzieci starają się wypełniać swoje obowiązki w tych nietypowych okolicznościach i przyzwyczaić się do faktu, że mama lub tata są teraz nauczycielami, że nie mogą wychodzić w znajome miejsca lub pobawić się z kolegami. Choć jest to wyjątkowa sytuacja większość nauczycieli, rodziców i uczniów stanęła na wysokości zadania. Sobotnia szkoła akredytowana im H. Sienkiewicza w Edmonton jest znakomitym przykładem, że nauka może być kontynuowana w każdych warunkach. Kadra nauczycielska wkłada swoje serce i zaangażowanie, aby indywidualne potrzeby każdego ucznia zostały zaspokojone. Cotygodniowy kontakt e-mailowy to teraz główny sposób komunikacji pomiędzy nauczycielami a rodzicami. Rodzice przekazują wytyczne dzieciom i motywują ich do nauki, a następnie przesyłają gotowe prace do szkoły. Praca wrze, dzieci uczą się na schwał, a nauczyciele mają wspaniałe pomysły, aby zachęcić wychowanków do nauki.

  • W klasie zerowej dzieci uczyły się o wiośnie, poznawały literki, wyklejały figury, uczyły się o rodzinie, zakupach, potrawach, przyborach szkolnych oraz słuchały słuchowisk.
  • W klasie pierwszej dzieci poznawały granice Polski, uczyły się o zanieczyszczeniu rzek, rysowały zwierzątka, uczyły się o majowych świętach oraz rozwiązywały zagadki.
  • W klasie drugiej dzieci uczyły się o Konstytucji, robiły flagę, śpiewały patriotyczne piosenki, opisywały swoje ulubione książki i rozwiązywały krzyżówki i ćwiczenia ortograficzne.
  • W klasie trzeciej dzieci poznawały polskie symbole narodowe, uczyły się o Wielkanocy, kolorowały kartki Wielkanocne i wykonywały ćwiczenia gramatyczne.
  • W klasie czwartej i piątej dzieci uczyły się o Wielkanocy i okresie Wielkiego Postu, o Konstytucji I symbolach narodowych, poznawały zawody oraz historię “O Lechu, Czechu i Rusie”.
  • W klasie szóstej dzieci opisywały swoje tradycje wielkanocne, tworzyły projekt pisanki, oraz projektowały koszulki o tematyce polskiej, pisały o tym, co to znaczy być Polakiem.
  • W klasie siódmej dzieci rysowały drzewa genealogiczne swoich rodzin, opisywały zwyczaje rodzinne swoich rodzin oraz dzieliły się poglądami na temat ochrony środowiska.
  • W klasie ósmej dzieci uczyły się gramatyki, poznawały życiorysy wieszczów narodowych, dowiadywały się o Konstytucji oraz o dziełach Jana Matejki.
  • W klasie dziewiątej dzieci uczyły się między innymi gramatyki, pisały wypracowania na temat Konstytucji, oraz poznawały historię Polski.
  • W klasie dziesiątej dzieci pisały list do matki, na przykładzie listu Juliusza Słowackiego, rozwiązywały krzyżówkę i pisały wypracowania na temat życia rodzinnego w czasie pandemii.
  • W klasie specjalistycznej dzieci robiły kartę i uczyły się wiersza na dzień matki oraz poznawały grupy słów związane z jedzeniem.
  • W klasie dla dorosłych uczniowie poznawali liczebniki, odmianę w narzędniku, kierunki, zawody, zainteresowania, narodowości, ceny oraz liczby do miliona.

Jak widać dzieci nie próżnują! Warto docenić ich wysiłki, zarówno jak i wysiłki rodziców i nauczycieli w dążeniu do celu jakim jest opanowanie języka polskiego jak również i zapoznanie się z historią i kulturą Polski. Pamiętajmy, że choć każda godzina spędzona na naukę może nie dawać natychmiastowych oszałamiających rezultatów, jednakże każda z tych godzin przyczynia się do kształtowania nowego pokolenia dumnych Polaków. Wszystkim dzieciom życzę samozaparcia i wytrwałości w nauce.

  • Zamknięcie szkół spowodowane pandemią wywołaną przez wirus Covid-19 postawiło wszystkich nauczycieli w Kanadzie przed nieprzewidzianymi trudnościami. Zdalne nauczanie stało się nową rzeczywistością.
    Jako nauczycielka Sobotniej Szkoły Polskiej im. Henryka Sienkiewicza stanęłam przed koniecznością zastosowania wielu metod nauczania aby dotrzeć do dzieci i pomóc im w aktywnej nauce języka polskiego.
    W chwili obecnej polegam na internecie, który służy mi do przesyłania materiałów do nauki i otrzymywania prac dzieci. Uczniowie przekazują zdjęcia wykonanych projektów, kopie prac pisemnych, a także krótkie filmy. Wiele lekcji staram się opracować na podstawie praktyki i ruchowego zaangażowania.
    Podaję przyklad; uczniowie byli proszeni o pójście na spacer w najbliższym sąsiedztwie i o wykorzystanie jak największej ilości zmysłów w odkrywaniu natury. Dzieci miały możliwość odczuwania ciepła promieni słonecznych, podmuchu wiatru oraz zapachu ich pączków na drzewach i wsłuchiwały się w
    rozmaite dzwięki natury. Uczniowie z klasy drugiej rozszerzali swoje słownictwo i
    bogacili umiejętność wysławiania się w języku polskim. Proszeni byli również o
    szukanie natury w niezwykłych miejscach np. pomiędzy pęknięciami w betonie.
    Potem zapisywali swoje obserwacje ćwicząc umiejętność budowania zdań i wyrażania swoich myśli. Kolejnym zadaniem było znalezienie darów natury i utworzenie imienia z wykorzystaniem znalezionych obiektów.
    Uczniowie również praktykowali swoje zdolności kulinarne piekąc ciasteczka i tym
    samym ćwiczyli umiejętność odczytywania przepisu i zapamiętywania nazw różnych miar metrycznych. Innym razem dzieciaki miały możliwość eksperymentowania z różnymi technikami rozwoju roślin poprzez rozsianie nasion rzeżuchy na papierowym ręczniku lub posadzenie fasoli w foliowym woreczku.
    Możliwości kreowania edukacyjnych zajęć nieustannie poszerzają się i zmieniają w zależności od zainteresowań i potrzeb uczniów. Radość z nauczania dzieci a także możliwość wzbogacania moich pedagogicznych umiejętności wciąż trwa mimo niesprzyjających czasów.

    Wychowawczyni klasy 2
    Bożena Gaciąg

Medytacja i jej dobroczynny wpływ na zdrowie i życie

Medytacja to ostatnio bardzo popularny trend. Wielu z nas natknęło się zapewne na wzmiankę o medytacji czy to w telewizji, w internecie, czy też podczas zajęć jogi. Myli się ktoś jednakże myśląc, że jest to wymysł współczesnych psychologów; medytacja znana jest bowiem od tysiącleci. Najczęściej kojarzona z tradycją buddyjskich mnichów, pustelników lub innych guru, medytacja zyskała większą popularność w latach 70-tych, szczególnie wśród grup hipisowskich,
które szukały nowych sposobów na bardziej harmonijne życie.

Niezwykle popularna w tym czasie filozofia wschodu cieszyła się powodzeniem ze względu na obietnicę uzyskania balansu między ciałem, umysłem i duszą. Wielu studentów medytacji zdecydowało się na pogłębienie swoich doświadczeń i wiedzy w aszramach indyjskich, a następnie na przekazanie nowo zdobytych umiejętności dla zainteresowanych osób na zachodzie. Istnieje wiele stereotypów oraz mylnych wyobrażeń na temat medytacji. Nie trzeba być hipisem ani też mnichem, nie trzeba spędzić godzin w pozycji kwiatu lotosu aż zdrętwieją nam nogi, nie konieczne też jest noszenie tuniki albo peruwiańskiego ponczo. A co z jaskinią, ktoś może zapytać? Możemy też śmiało obyć się i bez niej, jednakże medytacja powinna odbywać się w cichym miejscu i czasie, z dala od hałasujących dzieci czy też zwierząt, dlatego też jedną z najlepszych pór na ćwiczenie medytacji jest wczesny ranek lub późny wieczór. Nie potrzeba żadnych przyrządów czy też członkostwa w jakiejś organizacji. Nie jest to też dyscyplina olimpijska, w której wszyscy rywalizują, by być lepszym od reszty świata. Każdy, niezależnie od wieku, płci, religii, narodowości etc. może i powinien nauczyć się medytować, ponieważ medytacja ma mnóstwo dobroczynnych efektów na zdrowie, jakość i długość życia. Jednym z najbardziej popularnych efektów wspominanych przez media jest redukcja stresu, co jest niezwykle ważne w naszym codziennym, zagonionym życiu.

Medytacja poprawia zdrowie, może obniżyć ciśnienie i spowolnić bicie serca, zmniejszyć nerwowość i tendencje do zamartwienia się, pomaga zwalczyć uzależnienia, poprawić jakość snu i jakość myślenia, utworzyć nowe neurony, uczynić nas szczęśliwymi i długowiecznymi, lista ta nie ma końca. Medytację docenia coraz więcej osób, jak też i firm i organizacji. Tak naprawdę, nie wymaga od nas niczego poza kilkoma lub kilkunastoma minutami, które spędzimy bez telewizji, bez internetu, bez Facebooka i bez telefonu. Kiedy ostatni raz spędziłeś czas w absolutnej ciszy? Celem medytacji jest wyciszenie wewnętrzne poprzez koncentrację na naszym oddechu i podążaniu za jego naturalnym rytmem. Gdy zamkniemy oczy, pomagamy zminimalizować informacje sensoryczne, które trafiają do naszego mózgu, co pomaga na koncentracji na naszym oddechu. Cóż więc jest trudnego w medytacji, zamykamy oczy, oddychamy, i co dalej? Nieuniknione jest, że w ułamku sekundy pojawi się myśl, potem druga, trzecia, następna.

Celem medytacji nie jest angażowanie się w normalny tok myślenia, lecz obserwowanie pojawiających myśli bez ich osądzania, bez utożsamiania się z nimi, jak osoba trzecia. Myśli możemy wyobrazić sobie jako chmury, które przemieszczają się po niebie i znikają z naszego widoku lub też jak krople w rzece, która wiecznie płynie i zmienia się. Z czasem przyjdzie nam łatwiej nie angażować się w myśli i coraz częściej zaczniemy doświadczać przerw w myśleniu, i w tej ciszy poczujemy się pełni duchem, jakbyśmy mieli już wszystko. Warto rozpocząć praktykę medytacji stopniowo, starając się zachować systematycznie, lecz łagodnie. Możemy zacząć nawet od minuty dziennie i z czasem wydłużać sesje, aż wejdzie w nawyk. Każdy z nas ma minutę, prawda? Nie zwlekaj, spróbuj już dzisiaj i podziel się z nami swoimi doświadczeniami. Życzę wszystkim serdecznie radości i głębokiego spokoju. Mam nadzieję, że medytacja stanie się nieodłączną częścią Twojego życia.

Postanowienia noworoczne i jak ich dotrzymywać

65878367 - business concept - top view notebook writing new year resolution, pen, coffee cup, and phone on wood table.

Początek roku to okres szczególny. Właśnie pożegnaliśmy się z tym co było złe w ubiegłych miesiącach i z nadzieją oczekujemy dobrych, zupełnie nowych chwil. Życzymy sobie i naszym bliskim wszelkiej pomyślności i szczęścia, zdrowia i miłości. Dla większości z nas kończy się na życzeniach, a reszta roku ubiega podobnie jak i lata poprzednie – bez większych zmian. To trochę tak, jakbyśmy swoje życie spędzali na autopilocie.

Czasami zbieramy się jednak na odwagę i sporządzamy listę rzeczy, które chcielibyśmy w swoim życiu zmienić. Obiecujemy sobie, że schudniemy, będziemy się więcej ruszać, znajdziemy nową pracę, zadbamy o lepsze relacje z bliskimi czy też uporządkujemy nasz dom. Pełni świeżej energii i zapału rozpoczynamy rok atakując każdy problem, ambitnie dążąc do celu. Rzucamy więc palenie, gimnastykujemy się do upadłego, zaczynamy kolejną dietę cud i jesteśmy mili dla wszystkich dookoła.

Wszystko to brzmi pięknie, ale statystyki potwierdzają, że większość noworocznych rezolucji zostaje zaniechanych już w pierwszych tygodniach stycznia. Dlaczego tak się dzieje? Często obwiniamy się za nasze lenistwo, brak determinacji, wytrwałości i sfrustrowani wracamy do naszych znajomych nałogów i przyzwyczajeń.

Właściwe podejście do postanowień noworocznych może pomóc nam w naszej walce i uniknąć zbędnych frustracji:

  1. Wyluzuj – święta są wystarczająco wyczerpujące fizycznie i emocjonalnie. Gdy już osłabieni podejmujemy się nowych wyzwań dodajemy sobie tylko stresu. Dajmy sobie czas aby zadbać o siebie, zrelaksować się, przywrócić balans i być tak po prostu dobrym dla siebie.

  1. Nie od razu Kraków zbudowano – gdy zmieniamy coś w swoim życiu, co jest wbudowane w nasz system, coś co uważaliśmy za normalne przez długie lata, bądźmy realistyczni. Zmiany wymagają czasu i wytrwałości. Nie oczekujmy ekspresowych cudów.

  1. Krok po kroku – aby nowy nawyk zakorzenił się w nas musimy spędzić przynajmniej 21 dni na jego utwierdzaniu. Zacznijmy od najmniejszych wyzwań i nie śpieszmy się aby wprowadzać te trudniejsze. Biegaj minutę dziennie, wypal jednego papierosa mniej, zjedz jedno jabłko. Z takim podejściem poczujemy smak zwycięstwa już od początku a to zmotywuje nas jeszcze bardziej, aby dążyć do wyznaczonego celu.

  1. Nie wszystko na raz – nie podejmujmy się kilku czy kilkunastu zmian w tym samym czasie. Spowoduje to tylko niepotrzebną frustrację a gdy rozmienimy swoją uwagę i energię na drobne, rezultaty mogą okazać się mizerne. Porzucenie wszystkich postanowień to bardzo możliwy rezultat, gdy wymagamy od siebie za dużo.

  1. Uczcij swoje sukcesy – podzielmy swoje cele na małe części i nagradzajmy się za każdym razem, gdy osiągniemy kolejny etap. Cieszmy się nawet jedną pompką, w końcu jedna pompka jest zawsze lepsza niż żadna. Przybijmy sobie piąteczkę i tańczmy ze szczęścia, ale nie spoczywajmy na laurach. Ambicja i zaparcie oraz zdrowa doza dyscypliny zaprowadzi nas do kolejnego przystanku i następnej nagrody.

Życzę wszystkim sukcesów w dążeniu do celu i dotrzymaniu wszystkich noworocznych rezolucji.

Joanna Dyl – Polonia Edmonton News

65 lat szkoły im. Henryka Sienkiewicza

26 października 2019 był dniem szczególnym w Polskiej Szkole im. Henryka Sienkiewicza w Edmonton. W tym dniu obchodzony był “Open House”, czyli Dom Otwarty, z okazji 65 rocznicy otwarcia szkoły. Sobotnia szkoła polska jest wygodnie zlokalizowana w Vanguard College w Edmonton, w okolicy Kingsway Mall i Polish Food Centre. Na zajęcia uczęszczają dzieci licznej lokalnej Polonii jak również i dzieci, które zainteresowane są nauką języka polskiego. Szkoła otwarła swe progi po raz pierwszy 24-go października 1954 roku.

Z okazji dnia otwartego na korytarzach uczelni zorganizowana była wystawa upamiętniająca najważniejsze wydarzenia z ubiegłych lat. Setki zdjęć i pamiątek reprezentowały bogatą historię szkoły: konkursy, wycieczki oraz przedstawienia z lat ubiegłych. Absolwenci szkoły mogli rozpoznać swoje dziecinne oblicza i powspominać o dawnych szkolnych czasach, podczas gdy obecni uczniowie, rodzice i wychowawcy mieli szansę zobaczyć jak placówka zmieniała się przez lata. Niezwykłą niespodziankę sprawił jeden z pierwszych uczniów szkoły, Władysław Szwender Jr, który osobiście odwiedził szkołę z okazji obchodów rocznicy. Pani Krystyna Dembowska pełni funkcję dyrektora szkoły od 2001 roku, lecz nie wszyscy wiedzą, że naukę w szkole rozpoczęła już w roku 1987. Dedykacja i zaangażowanie pani dyrektor jest wypisana na jej twarzy. Uśmiechnięta i pogodna, zawsze znajduje chwilę by porozmawiać z uczniami i rodzicami. Tak trudne i pracochłonne zadanie jakim jest kierowanie uczelnią, jest możliwe do wykonania nie tylko dzięki umiejętnościom i doświadczeniu pani Krystyny, lecz przede wszystkim dzięki jej wielkiemu sercu. Ta ciężka i odpowiedzialna praca jest wynagradzana radością uczniōw oraz satysfakcją z wysokiego poziomu szkoły. A nie da się zaprzeczyć, że poziom jest wysoki; uczniowie szkoły im. Henryka Sienkiewicza dowodzą swych umiejętności w różnorodnych konkursach zarówno w Kanadzie jak i na świecie.

Talenty uczniów można było podziwiać podczas specjalnego występu zorganizowanego z okazji Open House. Na wstępie mogliśmy zobaczyć uczniów, którzy wsławili szkołę. Natalia Machinej, której praca o tym jak być Polakiem wygrała międzynarodowy konkurs, w nagrodę wyjechała do Polski na wycieczkę. Następnie talent recytatorski zaprezentowały Zuzia Zubik oraz Marysia i Monika Pluchowski, które w Hamilton wygrały medale za recytacje wierszy. Po występach medalistów przedszkolaki zatańczyły “Małe czerwone jabłuszko”. Następnie klasa zerowa zarecytowała wiersz Marii Konopnickiej – “Jesień”. Pierwsza klasa zaśpiewała piosenkę “Idzie jesień z pełnym koszem” a klasa druga zaprezentowała wiersz “Przyszła jesień do fryzjera”. Klasy 3,4 i 5 zagrały przedstawienie pt. “Kalendarz” a klasy 6-10 tańczyły i śpiewały “Wrzesień w naszej szkole”. Pokaz talentów poprowadziła juz 12 rok z rzędu pani Monika Romanik a o fotografowanie występów zadbał pan Wojciech Przewłocki.

Przedstawienia zakończyły się przemówieniem pani dyrektor Krystyny Dembowskiej. Zgromadzeni rozrzewnili się słysząc o historii szkoły i podsumowaniu minionych lat. Pani dyrektor podzieliła się również wyzwaniami, którym musi sprostać szkoła, takimi jak np. brak dotacji rządowej. Podziękowania dla rodziców oraz zachęta do obejrzenia wystawy plastycznej zakończyły występ pani dyrektor. Obchody open house zakończyły się słodkim poczęstunkiem – nikt nie pogardzi przecież dobrą kawą i przepysznym polskim pączkiem.

Jako rodzic ucznia klasy zerowej odczuwam wielką dumę i radość z mojej decyzji o zapisie synka do renomowanej szkoły jaką jest szkoła im. H. Sienkiewicza. Dziś nie brakuje szkół, jednakże trudno jest znaleźć te, które oprócz nauki potrafią również wpoić wartości moralne i wiernie oddać atmosferę polskości. Te które są najbardziej wartościowe to te, które przetrwają próbę czasu. Tak jak tajne komplety w czasie zaborów i okupacji walczyły o zachowanie języka i kultury polskiej, tak też i polskie szkoły na emigracji uczą i wychowują nowe pokolenia Polaków. Szkoła im. Henryka Sienkiewicza ze swoim 65-letnim stażem zdaje egzamin na medal i nic nie wskazuje na to, aby wybierała się w najbliższym czasie na emeryturę.

Felieton: Joanna Dyl – Polonia Edmonton News

Zdjęcia: Wojtek Przewłocki

Dziękujemy 2018

31 Grudnia to dzień szczególny. Większość z nas już od rana czuje niesamowitą ekscytację. Niby dzień jak co dzień, jednak ostatni dzień w kalendarzu posiada szczególną moc. Wielu wybiera się dziś na zabawę sylwestrową aby pożegnać mijający rok i przywitać nowy. Odliczanie przed północą sprawia, że przez chwilę przystajemy w zdumieniu i uświadamiamy sobie, że właśnie minął kolejny rok naszego życia. Zanim zaczniemy planować nasze noworoczne postanowienia powinniśmy podarować sobie kilka chwil w samotności i zadumać się nad ubiegłymi miesiącami.

Każdy z nas doświadczył w ubiegłym roku jakichś nieprzyjemności, przeszkód, niedogodności czy bólu serca. Może nie dopisywało nam zdrowie, może straciliśmy oszczędności, może nasze relacje rodzinne były nie do pozazdroszczenia. Nie odwracajmy się od tych trudnych momentów, przeciwnie, odważnie przyjrzyjmy się im dziś z bliska. Patrzmy tak długo, aż dojrzymy ich pozytywny aspekt. Być może w naszych rozterkach i cierpieniach doświadczyliśmy pomocy ze strony bliskich, może choroba zmusiła nas do zmiany nawyków żywieniowych i zmiany nałogów, może zmieniliśmy swój sposób patrzenia na świat lub wybaczyliśmy komuś. Każde doświadczenie jest cenne, choć nie zawsze chcemy lub jesteśmy w stanie to od razu zauważyć.

Szczególnie ważne jest aby podsumowując rok miniony zwrócić uwagę na wszystkie dobre, ciepłe, przyjemne momenty i poczuć wdzięczność, nawet za najmniejsze osiągnięcia. Podziękujmy za to że nie poddaliśmy się i przetrwaliśmy kolejny rok. Podziękujmy w duchu za nasze rodziny i przyjaciół, za nasze wszystkie sukcesy w pracy i w codziennym życiu. za wszystkie radości, małe i duże. Podziękujmy za to, że żyjemy w spokojnym kraju, wśród wspaniałych ludzi, blisko przepięknej natury. Delektujmy się tymi momentami tak, jak będziemy kosztować pysznych potraw i drinków na dzisiejszym balu czy prywatce.

Doceniając to wszystko co mamy wzbogacamy nasze życie, dostrzegamy jak bardzo jesteśmy obłaskawieni, jak nasze życie jest ciekawe i piękne. Zamknijmy oczy i uśmiechnijmy się do samych siebie, cieszmy się, że jesteśmy obdarzeni kolejną szansą, aby nadchodzący rok uczynić jeszcze piękniejszym i wspanialszym.

Życzę całej Polonii w Edmonton Szampańskiej Zabawy Sylwestrowej i jak najwięcej Zdrowia, Miłości i Szczęścia w Nowym Roku 2019!!!

Joanna Dyl – Polonia Edmonton News

Matka – niezastąpiona maszyna wielofunkcyjna

37538177 - cartoon multitasking housewife

Mówią, że matka to najtrudniejszy zawód na świecie, ale też najbardziej satysfakcjonujący. Wypłata nigdy nie trafia na konto, a szef jest niezwykle wymagający. Nie daje spać w nocy, jest wiecznie głodny, często humorzasty. Bywają momenty, że nawet krzyczy, ciągnie za włosy, pluje, kopie lub ostentacyjnie dłubie w nosie. Z reguły ma sto pomysłów na minutę i wymaga ich realizacji w trybie natychmiastowym, wiecznie żądając niepodzielnej uwagi. Najchętniej biegałby nago cały dzień i unikał kąpieli jak diabeł wody święconej. Często szefowie chodzą w parach, czasami tworzą gangi, które potrafią szturmować nawet drzwi w łazience.

Matka to pracownik pozbawiony wszelkich praw, nie ma nawet szansy na wstąpienie do związku zawodowego. Z reguły nie ma mowy o chorobowym, podwyżkach, awansach, dniach wolnych od pracy, a o strajku to można już sobie tylko pomarzyć. Prywatność w łazience to temat tabu. Przez lata zmaga się z górami naczyń, stosami prania i nieustannego, wydawałoby się, gotowania.

Matka wyciera nosy i pupy, tłumaczy i rozdziela skłócone strony, przytula i całuje, przykrywa kocykami i ociera łzy, przykleja bandaże i motywuje, zachęca, podaje, zanosi, nosi, łaskocze, rozśmiesza. Czasami pokrzykuje złowieszczo w nadziei na nagły przypływ logiki, z reguły bez natychmiastowych efektów. Wiecznie prasuje i ceruje, pucuje i zamiata, tłumaczy zadania i wozi na spotkania klasowe, urodziny, baseny, gimnastyki, place zabaw i trampoliny. Jest zawsze i wszędzie, na każde zawołanie, na każde pisknięcie, na każdy płacz. Matka to niezastąpiona maszyna wielofunkcyjna, której nie zastąpi nawet najlepszy robot. Wyposażona w szósty zmysł przewidzi potencjalne zagrożeni, usunie szefa z czerwonej strefy i zastosuje dywersję. Praca matki, nie dość, że wykonywana w trybie wolontariatu i z maksymalnym poświęceniem, jest najbardziej krytykowaną na świecie. Rzekome błędy i niedociągnięcia są głośno wytykane palcem i nagłaśniane : że nie karmi piersią, że wróciła do pracy zbyt szybko, że na za dużo pozwala, że jest zbyt surowa, że dzieci chodzą zbyt późno spać, że ma zbyt sztywną rutynę, że dzieci krzyczą w sklepie, że oglądają telewizję, że za moich czasów, że ja nie miałam takich problemów itp, itd.

Paradoksalnie największymi krytykami są same mamy. Ojcowie rzadko kiedy komentują na ten temat, przecież nie są ekspertami. Za to wiele matek, babć, cioć etc z pasją atakuje inne matki, które przecież, tak jak i one same, starają się jak najlepiej dla swoich dzieci. Każda matka kocha swoje dziecko i chciałaby, aby miało ono jak najlepiej w życiu, aby żyło w zdrowiu, spokoju i dostatku. Każda matka radzi sobie tak jak umie najlepiej z tym co ma, z tym jak została sama wychowana, z tym czego w życiu sama doświadczyła i czego się nauczyła. Wszyscy jesteśmy inaczej wychowani, mamy inne poglądy na temat wychowania własnych dzieci, mamy inne możliwości, inne zasoby finansowe i inne sytuacje rodzinne.

Różnice nie nie powinny jednak wznosić murów między nami i powodować konfliktów, wzmacniać argumentów, kto jest lepszą matką, czyje dziecko jest bardziej grzeczne, sprytniejsze, mądrzejsze. Musimy pamiętać o wspólnym mianowniku, który nas łączy – dobro naszych dzieci i wspierać się nawzajem w tej niezwykle wymagającej roli, która została nam przydzielona przez życie. Nie dzielmy nas na my i inni, nie szukajmy lepszych i gorszych, nie skupiajmy się na szczegółach i tym co nas osobiście drażni, lecz na uśmiechach dzieci, na szczęściu jakim są, na cudzie istnienia i niepowtarzalności chwili obecnej. Nie traćmy czasu na krytykę, lecz poświęćmy go na współczucie i wsparcie.

Wszystkiego najlepszego dla wszystkich kochanych mam, spędźmy ten dzień w miłości i spokoju, docenione przez naszych najbliższych. HAPPY MOTHERS DAY!!!!

Joanna Dyl – Polonia Edmonton News

Uchodźcy tacy sami jak my

15370423 - nottingham, uk - 15 july, 2011: close up of urban graffiti depicting african children in nottingham, uk

Sytuacja uchodźców to niezwykle złożony problem, który wywołuje dziś gorące dyskusje na całym świecie, również w Kanadzie i w Polsce. Słowo “uchodźca” u wielu wywołuje wręcz paniczną reakcję: że niby po co nam ich, że ataki terrorystyczne, że powinniśmy dbać wpierw o swoich, że przecież się nie zasymilują, że będą siedzieć na zasiłkach itp, itd. Niektórzy podzielają opinię, że powinniśmy bezwarunkowo otworzyć granice i pomóc wszystkim potrzebującym w trybie natychmiastowym. Problem uchodźców nie da się jednak namalować w czarno-białych barwach. Istnieje tyle samo argumentów za przyjmowaniem uchodźców, co za zamykaniem przed nimi granic. Warto zastanowić się skąd bierze się taka rozbieżność w opiniach społeczności.

Ilu z nas tak naprawdę dogłębnie zastanowiło się nad tym problemem? Ilu przemyślało to samodzielnie, rzeczowo, bez emocji? Ilu z nas postawiło się, choć przez krótki moment na miejscu uchodźców? Ośmielę się zaproponować, że zdecydowana większość zarówno zwolenników jak i oponentów wygłasza “swoje” opinie bezmyślnie, bezkrytycznie i z dużą dozą arogancji.

To, o czym myślimy, o czym wydajemy opinie, o czym tak żarliwie dyskutujemy jest zazwyczaj jedynie powieloną wersją tego, co wcześniej usłyszeliśmy w dzienniku TV, u znajomych czy sąsiada. “Czym skorupka za młodu nasiąknie” to doskonały przykład na to, że nasz światopogląd jest ukształtowany bardzo wcześnie. Jeżeli nasi rodzice byli katolikami, to szanse na to, że nagle zmienimy religię są nikłe. To samo dotyczy orientacji politycznej, edukacji finansowej, zamiłowań, zwyczajów i upodobań, w tym również animozji do innych grup społecznych.

Media codziennie bombardują nas nową dawką informacji: wojny, wypadki, kryzysy, katastrofy. Tak jakby nigdy nie zdarzało się nic dobrego ani pozytywnego. Promowane są informacje, które sprzedają się najłatwiej, niekoniecznie te, które warte są nagłośnienia. Wszyscy boimy się śmierci, choroby ,wojny, utraty bliskich czy też dobytku, każdy z nas chce być szczęśliwy. Szczęśliwe historie są jednak zbyt normalne, zbyt nudne, dlatego też nieopłacalne dla stacji aby je promować.

Odważę się więc w tym miejscu zaproponować, aby przyjrzeć się bliżej naszym utwierdzonym opiniom i spróbować dociec, co jest ich źródłem i czy są one oparte na logicznym rozumowaniu, czy też na silnych emocjach, takich jak np. strach.

W psychologii istnieje pojęcie “negatywnego nastawienia”. Oznacza to, że jeżeli spotkało nas dziś kilkanaście dobrych rzeczy i jedna zła, to na koniec dnia wciąż będziemy myśleć o tej jednej negatywnej. Na tym samym fenomenie często bazują media, najbardziej wpływowa siła odpowiedzialna za kreowanie opinii publicznej. Media są w większości powiązane i sponsorowane przez partie polityczne i wyświetlają wiadomości, które są korzystne dla danej partii i jej programu. To co widzimy w mediach to tylko niewielki odsetek tego, co dzieje się na świecie. Informacje, które nie są korzystne, są rutynowo pomijane, wyciszane, lub przedstawiane w niekompletny sposób, jednostronnie.

W efekcie nieustannego programowania przez media stajemy się bezkrytycznymi odbiorcami, nie kwestionującymi przedstawianych materiałów, przyjmujących wszystko za prawdę, nie zastanawiającymi się nad przyczynami i skutkami zaistniałych wydarzeń. A takim społeczeństwem najłatwiej jest przecież kierować. Dlatego też warto jest pokazywać muzułmanów krzyczących Allah Akbar (Bóg jest wielki) nie wyjaśniając powodów ich wzburzenia. Opłaca się nagłaśniać ataki terrorystyczne, równocześnie zapominając o dokładnych statystykach i profilach terrorystów. Łatwo jest dzielić się w mediach kwotami zasiłku jaki dostaną uchodźcy, zapominając ilu obywateli Kanadyjskich, często latami, korzysta z systemu socjalnego. Bardzo prosto jest straszyć nieznanym, zapominając, że Kanada to zlepek imigrantów, w znaczącej części uchodźców, którzy pracują w pocie czoła, często wykonując prace, których nie podjąłby się żaden “pełnoprawny” obywatel. Łatwo jest portretować ISIS jako muzułmańską grupę religijną jednak nikt o zdrowych zmysłach nie myśli o członkach Klu Klux Klanu jak o tradycyjnych chrześcijanach.

W efekcie cząstkowych i często zakłamanych informacji zapominamy, że większość uchodźców wdzięcznych za okazaną pomoc będzie pracować aby poprawić dobrobyt rodziny, aby wysłać dzieci do dobrych szkół, aby wychować ich na przykładnych obywateli. Nie mówimy o tym, ile będą musieli przejść aby “zaaklimatyzować się” w nowej ojczyźnie – nauczyć nowego języka, zdobyć pracę, przystosować się do nowych realiów, klimatu, znieść tęsknotę za rodziną, za ojczyzną. Nie zastanawiamy się jak poradzą sobie z żałobą po utraconych bliskich, jak pokonają złośliwe komentarze nieprzychylnych sąsiadów, nieprzyjazne spojrzenia, brak przyjaciół. Każdy, kto wyemigrował z ojczyzny może zrozumieć choć część z tych mniejszych i większych cierpień.

Polacy jako naród, który przez ostatnie 250 lat historii zmierzył się z nielicznymi wojnami, walkami, rozbiorami, powstaniami, stanem wojennym byli jedną z najliczniejszych grup uchodźców w historii. Szukaliśmy schronienia między innymi w Turcji, Francji, Włoszech, Imperium Osmańskim, Niemczech, Belgii, Szwajcarii, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Algierii, Stanach Zjednoczonych, na Rumunii i Węgrzech, w Iranie, Indiach, Meksyku, Nowej Zelandii i w krajach Afryki. Warto pamiętać o naszej przeszłości gdy szydzimy z dzisiejszych uchodźców. Polonia na świecie sięga dziś około 20 milionów, większość to potomkowie uchodźców, którzy zostali ugoszczeni w odległych krajach.

Paradoksem jest również, że cierpienie, które jest bliżej, jest odczuwalne bardziej intensywnie i skłania nas do natychmiastowej akcji. Rozpoznamy w momencie płacz swojego dziecka, pomożemy dobremu znajomemu, wrzucimy monetę przechodząc obok żebraka czy bezdomnego. Uchodźcy tonący w przeładowanych łodziach, koczujący pod gołym niebem, głodni i zziębnięci, jakkolwiek tragiczny nie byłby ich los, są oddzieleni od nas przez dystans fizyczny, dlatego pozostają dla nas w pewien sposób nierealni.

Gdy pożary zaatakowały północną część prowincji Alberta wszyscy, w mgnieniu oka, ruszyliśmy na pomoc. Otworzyliśmy nasze domy, portfele i serca. Pomoc nie była oferowana na bazie czyjegoś wyglądu, religii czy też dobrego charakteru, ale wyłącznie na bazie potrzeby. Nikt nie kwestionował, czy jego donacja dotrze do katolickiej rodziny czy też do osoby, która nigdy nie wzięła zasiłku, zwolennika NDP czy wegetarianina. W momencie kryzysu, który jest tak blisko, że czujemy iż moglibyśmy być w tym samym miejscu, działamy instynktownie. A nasz instynkt jest, przez ewolucję, ukierunkowany na pomoc słabszemu, na dobrobyt grupy, na przetrwanie i współpracę.

Empatia i współczucie to emocje, które są konieczne w każdej grupie społecznej. Spróbujmy przez chwilę wyobrazić sobie, że to my straciliśmy dach nad głową, że to nasza rodzina zginęła pod gruzami zbombardowanego budynku, że nie mamy już domu ani niczego co do nas należało. Poczujmy chłód nocy, głód, żałobę, strach i desperację. Czy nie wołalibyśmy o pomoc dla siebie i najbliższych? Czy nie udalibyśmy się na koniec świata w nadziei na lepsze życie? Czy nie przyjęlibyśmy oferowanej pomocy i z wdzięcznością podziękowali za ciepłe ubranie, kromkę chleba i świadomość, że jesteśmy bezpieczni?

Gdy wyszydzamy uchodźców na bazie ich narodowości, religii, edukacji itd, używamy tzw. mowy nienawiści. Przyklejanie nazw które pozwalają nam na emocjonalne odcięcie się od innej grupy społecznej to pierwszy krok do dehumanizacji. Fenomen ten miał szerokie zastosowanie w nazistowskiej Rzeszy, podczas ludobójstwa w Rwandzie oraz w nieskończonych konfliktach. Gdy wyzywamy kogoś to ma to na celu poniżenie tej osoby i sprowadzenie jej do poziomu rzeczy, co powoduje w zamian uczucie wyższości w osobie atakującej. Nie zapominajmy więc, że “uchodźcy” byli jeszcze niedawno zwyczajnymi ludźmi, których życie toczyło się wokół tych samych spraw jak i nasze: rodzina, praca, dom. To ludzie, którzy przeszli przez niewyobrażalne cierpienia, często zarówno fizyczne jak i psychiczne, to ludzie tacy jak my.

Szacuje się, że dziś na świecie liczba osób, które zostały zmuszone do przesiedlenia sięga 65,3 milionów. Co drugi uchodźca to dziecko, wiele z nich oddzielonych od rodziców. Blisko 100 tysięcy to sieroty. Ponad 40 milionów nadal przebywa na obszarze, w którym doświadczyły zagrożenia życia.

Osobiście miałam okazję poznać kilkanaście rodzin uchodźców z Syrii podczas ubiegłorocznego narodowego spisu ludności. Spotkałam się z nieopisaną gościnnością. Widziałam dzieci bawiące się na podwórku, tak radosne, choć doświadczyły tak wiele w ich krótkim życiu. Poznałam nastolatkę, która bezinteresownie zaoferowała swą pomoc w tłumaczeniu z arabskiego na angielski, wędrując ze mną od domu do domu. Widziałam czyste, zadbane mieszkania, uśmiechniętych, grzecznych ludzi i nieopisaną chęć komunikacji. Był to upalny lipiec, a zarazem czas Ramadanu (postu), gdzie muzułmanie nie jedzą ani piją od wschodu do zachodu słońca. Jedna z rodzin usadziła mnie na sofie, zastawiła dla mnie stół pełen słodyczy i owoców, kawy i napojów. Nikt nie mówił po angielsku ale na migi staraliśmy się dogadać i oczywiście nie dano mi wyjść bez poczęstunku. Poczułam się zupełnie jak w polskim domu, jak gość i byłam naprawdę wzruszona. Głowa rodziny wyglądała jak mój własny wujek i wszyscy wiedzieli kto to Jan Paweł II.

Moja koleżanka, z którą miałam przyjemność studiować w Toronto, jest uchodźcą z Rwandy. Pewnego dnia opowiedziała mi swoją historię. Jej rodzina została zaatakowana podczas jednego z największych w historii ludzkości ludobójstwa. Wszyscy zginęli a ona sama przeżyła tylko dlatego, ze straciła przytomność po uderzeniu maczetą w głowę i jej oprawcy uznali, że nie żyje. Dziś pamiątką po tym brutalnym ataku jest wielka blizna na jej głowie.

Może więc następnym razem gdy zaczniemy gorące dyskusje, zobaczymy nie darmozjada, nie “ciapatego”, nie terrorystę, ale człowieka, który wiele przecierpiał i który, tak jak każdy z nas, nosi rany na sercu. Porzućmy stereotypy bazujące na strachu i zakłamaniu. Wystrzegajmy się bezmyślnego powielania nienawistnych opinii i uprzedzeń. Spójrzmy w oczy uchodźcom i spróbujmy dostrzec, że pomimo często innej religii, narodowości, koloru skóry, upodobań czy tradycji, są oni tak naprawdę takimi samymi ludźmi jak my.

Joanna Dyl – Polonia Edmonton News

Czy powinno się pomagać uchodźcom?

Marzanna, czyli dość już z tą zimą!!

65111533 - winter, christmas, people and leisure concept - young woman looking through window at home over snow

Pierwszy dzień wiosny za nami a tu w naszym kochanym Edmonton zima nadal nie popuszcza. Nowe opady śniegu, kolejna fala mrozu, mokro, zimno i nieprzyjemnie. Rodzina w Polsce informuje o pięknej wiośnie, świeżym powietrzu, kwitnących kwiatach i nieodpartej chęci do życia, a tu nic. Totalna hibernacja, kompletne zlodowacenie. Mam ochotę utopić naszą tradycyjną polską marzannę, błagając ją jednocześnie, aby zima już nigdy do nas nie wróciła.

Wielu z nas wyjechało do Kanady w poszukiwaniu lepszego życia: stabilnej ekonomii i dobrego rynku pracy, bezpieczeństwa socjalnego itd. Na jakość życia wpływa jednak nie tylko stabilna sytuacja ekonomiczna i gruby portfel, choć zapewne jedno drugiemu nie przeszkadza. Ważne jest również wszystko to, co bezpośrednio wpływa na nasze dobre samopoczucie: jakość i częstotliwość naszych relacji rodzinnych i kontaktów z przyjaciółmi, właściwe odżywianie się i ruch, czas spędzony blisko natury i na ulubionych zajęciach.

Surowy klimat, który panuje w Albercie nie zachęca jednak do aktywności na świeżym powietrzu. Brak słońca negatywnie wpływa na naszą energię a nieustanne zimno nie sprzyja uprawianiu sportów. Wielu z nas nie ma możliwości, aby aktywnie i często jeździć na narty i często, pomimo najszczerszych chęci, poddajemy się sezonowej melancholii. Niby jest to normalne, że zima to czas na swoisty odpoczynek i wolniejszy tryb życia wydaje się naturalną koleją rzeczy. Gdy zima przedłuża się jednak w nieskończoność, coś zaczyna się w końcu wzburzać w polskiej gorącej krwi.

Piszę w polskiej, bo nie wydaje się, aby rodowici Kanadyjczycy odczuwali zimę w ten sam sposób jak przyjezdni z cieplejszych krain. Kanadyjczycy wydają się mieć grubszą skórę i hart ducha. Siarczyste mrozy to dla niektórych idealna pora na szorty i krótkie rękawy, a niemowlaki bez czapek już nawet mnie bardzo nie dziwią.

Co prawda wszystko można jak się chce. Oczywiście, że można ubrać się grubiej i nie poddawać się zimie. Kilka lat temu, mieszkając w Banff, chodziłam na mroźne górskie wspinaczki, jeździłam na  snowboardzie i skuterze śnieżnym w temperaturach poniżej -25 stopni Celsjusza. O ile bardziej przyjemniejszy jest jednak spacer, gdy nie jesteśmy obwiązani szalikami i czapkami, gdy mroźny wiatr nie wieje w twarz i gdy możemy spokojnie porozmawiać z kompanem wyprawy.

Organizm Polaka przyzwyczajony do czterech pór roku przechodzi przez swoiste wydawałoby się zaburzenia – serce wyrywa się z piersi do wiosennych uniesień, krew się gotuje, a tu zima i zima. W tym okresie wielu Polaków na emigracji odczuwa nieodpartą tęsknotę za Polską krainą. Oczyma wyobraźni, prawie jak Mickiewicz na wygnaniu, widzimy kwitnące wierzby, soczystą zieloną trawę, szumiące strumienie. Słyszymy ćwierkanie ptaków, zauważamy bociana na dachu sąsiadki, którą wkrótce postraszymy rychłą ciążą i czujemy powietrze tak świeże i odżywcze, zapach świeżo zoranej ziemi, wiosnę. W tych dniach jestem pewna, że nie jestem odosobniona marząc o teleporcie lub chociażby prywatnym odrzutowcu. Marzę, żeby mnie ktoś teraz, zaraz, przeniósł do mojej wymarzonej wiosennej, polskiej scenerii. Tęsknota za tym, co pozostawiliśmy w rodzinnych stronach objawia się często niespodziewanie i z wielu, wydawałoby się, błahych powodów – takich jak np. pogoda. Nie zmienia to jednak wcale ważności i siły przeżywanych emocji.

Czy lubisz zimę w Edmonton?

Życzę wszystkim Polakom w Edmonton aby wiosna przybyła wkrótce i pozostała na długo, dużo słońca, samych pogodnych dni i może nawet aby zima nie wróciła już nigdy.

Joanna Dyl – Polonia Edmonton News

Joanna Dyl - Polonia Edmonton News

English EN Français FR Polski PL
X